Głosować czy nie głosować? Oto jest pytanie.

W marcu, wraz z wprowadzeniem do sejmu projektu ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, przedstawiciele polskiej sceny politycznej (poza Andrzejem Dudą) jednogłośnie stwierdzili że wybory są nielegalne i trzeba je bojkotować. Już parę tygodni później uznali jednak, że wybory może i nielegalne, ale kandydować można i (o zgrozo) zaczęli namawiać obywateli do głosowania. W marcu, jak chciałeś zagłosować, byłeś zdrajcą narodu, a w kwietniu jesteś już bohaterem. Ta paradoksalna dezinformacja nie mogła odbić się bez echa na przeciętnym obywatelu.

Młodożeniec Piotr

         Starożytni Grecy mieli Zeusa, nasi pradziadowie mieli Światowida, a my mamy…prawo. Prawo jest niczym innym, jak symbolicznym rytuałem, który rządzi naszym współczesnym światem. Od umowy kupna-sprzedaży, przez procedurę karną, po tryb legislacyjny, wszystko to sprowadza się do wypowiedzenia słów w odpowiednim miejscu i czasie, potwierdzonych najczęściej dodatkowo na piśmie. Dlatego też karty do głosowania tej magicznej mocy prawnej nie otrzymały, ponieważ nie zostały wypowiedziane odpowiednie(spisane) słowa-tekst ustawy, w odpowiednim miejscu-sejmie, w odpowiednim czasie-oznaczony jako data wejścia w życie. Te kartki, bo na pewno nie są kartami do głosowania, są odpowiednie do rysowania czy innych czynności, ale nieodpowiednie do głosowania. Z automatu Wasz głos jest głosem nieważnym i wszystkie głosy w tych wyborach będą głosami nieważnymi. Jeżeli ktoś posuwa się do tak dalekiej ignorancji w stosunku do prawa, to równie dobrze możecie wrzucić tam zwykłą kartkę, a różnicy nie zrobi to żadnej. Dochodzi do tego złamanie ochrony danych osobowych, wymagając od samorządów przekazania danych wyborców bez uprzedniej zgody ustawowej. Największym znakiem zapytania jest: Jak dostarczyć karty do dosłownie każdego uprawnionego do głosowania Polaka, aby nie złamać zasady powszechności?

http://www.myslowianie.pl/sts84231/rytualy-odcinania/

         Prawo, jak widać, jest czymś wielce umownym i symbolicznym. Gdyby nie aparat przymusu, zapewne nie byłoby ono tak powszechnie szanowane. Teoretycznie obecna władza może sobie drukować karty do głosowania, podejmować się działań wykraczających poza ich kompetencje. Sęk w tym, żeby znając charakter prawa, szanować ogólno zaakceptowane w konstytucji wartości i reguły. To nie znaczy, że prawa zmieniać nie można, nawet trzeba, ale poprzez stworzone procedury. Przestając szanować prawo, odbieramy mu jego pewność, a jak wiemy, granice w polskim wymiarze sprawiedliwości są coraz bardziej przesuwane. Wybory stanowią swojego rodzaju kamień milowy, po którym nie ma powrotu.

         Nie jestem Jackowskim żeby snuć wizje przyszłości, a scenariuszy na wybory, parafrazując J. Piłsudskiego, jest tyle ile Polaków. Pewne jest to, że prezydent RP nie zostanie wybrany dziesiątego maja, a same wybory są po prostu nielegalne. Co na to wszystko nasi kandydaci? Jedni powołują się na to, że konstytucję trzeba szanować, ale na nielegalność wyborów możemy przymknąć oko. Inni składają protesty i bojkotują, ale koniec końców jak dojdzie do tych wyborów to przymiotnik “nielegalny” przestaje być tak istotny i trzeba głosować, bo inaczej głos będzie spalony. Kolejna kandydatka teoretycznie z tych wyborów się wycofuje, ale praktycznie dalej kandyduje. Nie muszę specjalnie przytaczać konkretnych argumentów, wystarczy posłuchać przedświątecznych konferencji prasowych opozycyjnych kandydatów. Mówi się tam dużo o narażeniu życia, o tym, że obecnie kampanii nie da się prowadzić, bo ludzie nie czują się bezpieczni. Wszystko to brzmi  bardzo paradoksalnie, kiedy raz słyszymy komunikat “ten, kto głosuje, nie szanuje prawa”, by potem usłyszeć kolejny “może wybory i nielegalne, ale c*** z tym, ten, kto nie głosuje, ten pali swój głos”.

         Kandydat Hołownia, powołując się na teorię racji stanu, próbuje nas przekonać żebyśmy głosowali na niego, żeby on mógł potem ten urząd złożyć. Co trzeba przyznać, jako jedyny ma w ogóle jako taki plan. Pomijając fakt, że racja stanu dla każdego może oznaczać coś innego i powoływanie na nią jest bardzo groźne, jaką ja mam pewność, że nasz kandydat złoży urząd (którego teoretycznie i tak mieć nie będzie)? Tu wchodzimy znowu w gdybanie, ale możemy wyprowadzić prosty rachunek zdania, jeżeli ktoś prawa nie szanuje i wykazuje się ignorancją w stosunku do niego teraz, to najprawdopodobniej nie będzie go szanował później. Ponadto dociera do nas coraz więcej głosów, iż istnieje duże prawdopodobieństwo sfałszowania wyborów. O ile frekwencję w obecnych realiach ciężko sfałszować, ale jako że wybory prezydenckie mają(teoretycznie) przymiotnik – “tajne”, to nie ma możliwości udowodnienia na kogo rzeczywiście oddano swój głos. 

http://pressmania.pl/czy-wzrost-wydatkow-na-nauke-jest-polska-racja-stanu-min-gowin-chyba-nie-wytropil-polskiej-racji-stanu/

Udostępnij artykuł