,,Gaduchy dla otuchy- Kobiecość”

Na niektóre tematy dyskutować można szerzej, gdyż znaczą dla każdego z nas co innego. I tak jak nie jesteśmy w stanie podważyć szkodliwego wpływu plastiku na środowisku, tak sprawę kobiecości każdy pojmuje we właściwy dla siebie sposób. W różnych grupach społecznych utożsamiana jest ona z innymi cechami oraz koncepcjami – niektóre kręgi definiują ją jako dumę i siłę, podczas gdy w innych nie jest ona nawet tożsama z byciem kobietą. Nasze marcowe spotkanie odbyło się w gronie inspirujących osób, które podzieliły się z nami swoją własną definicją kobiecości i obaliły wiele stereotypów. Z okazji Dnia Kobiet w Krytyce Politycznej gościliśmy tym razem: Weronikę Pieprz, prawniczkę i działaczkę Amnesty International Trójmiasto, Danutę Sowińską, prezeskę Diversity Polska i działaczkę Tolerado, blogerkę i aktywistkę Barbarę Grabowską oraz psycholożkę i edukatorkę seksualną Agnieszkę Jaśkiewicz.

Fot. Anna Alberska

Dyskusję rozpoczęliśmy od zobrazowania tego, jak pojęcie kobiecość funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Doszliśmy do wniosku, że nawet w zwykłej rozmowie jest ono nadal bardzo nacechowane kodem kulturowym, najczęściej odnoszącym się do fizyczności kobiet i elementów składających się na ich „atrakcyjność” (wysokie szpilki, długie włosy, obcisła sukienka). Niestety, nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować tych stereotypów z naszego języka, ale możemy starać się „odczarować” pojęcie kobiecości poprzez skojarzenie z go z siłą oraz odwagą. Głęboko zakorzenione w społeczeństwie jest również skontrastowanie kobiecości i męskości, mimo że przedstawienie tych dwóch pojęć w formie znaku ying-yang stanowi błędne i krzywdzące niektóre osoby działanie. Nie wspiera ono także idei partnerstwa, w którym każdy daje od siebie tyle, ile jest w stanie, niezależnie od płci. Dlatego (głównie w psychologii) coraz częściej zastępuje się pojęcia kobiecosć oraz męskość dwoma innymi – sprawczością oraz wspólnotowością, które mogą się ze sobą pokrywać, nie wykluczają siebie nawzajem i nie nawiązują aż tak bardzo do wyglądu fizycznego.

Nasze ekspertki (od lewej): Barbara Grabowska, Agnieszka Jaśkiewicz, Danuta Sowińska, Weronika Pieprz

Społeczne normy nie dają kobiecie przyzwolenia na uzewnętrznianie trudnych emocji takich jak złość, sugerując, że powinna je ona przeżywać w sposób subtelny i kontrastujący z założoną z góry agresją mężczyzn. Budowanie tego rodzaju barier emocjonalnych dotyka również samej płci męskiej, przy czym utrwalone w języku frazeologizmy w zupełności nie pomagają w ograniczeniu takiego zjawiska: „płaczesz jak baba”, „nie bądź baba”, „baba za kółkiem”- tu język stawia wyzwania, dyskryminując tak naprawdę obie płcie. Jednak, jeśli zdamy sobie sprawę z tych niesprawiedliwości, mamy dzięki temu większą moc zmiany utrwalonych w systemie językowym schematów. Przykładem mogą być ostatnio nagłośnione w przestrzeni publicznej feminatywy, których wydźwięk jest często kontrowersyjny, co wynika głównie z braku przyzwyczajenia do ich brzmienia. Ponadto, gdyby głębiej wejrzeć w etymologię wyrazów takich jak sędzina (oznaczający historycznie żonę sędziego), zauważyć można z łatwością duże zapotrzebowanie w języku na określenia żeńskie pod względem funkcjonalności. Mimo, że wyraz ten zmienił swoje znaczenie (współcześnie zawód sędziego nie ogranicza się tylko do mężczyzn i nie trzeba osobnym słowem określać ich małżonek), nadal widoczna jest jego duża rola w systemie leksykalnym.

Ogromną siłę sprawczą języka możemy zaobserwować praktycznie wszędzie. W grupie wystarczy jeden mężczyzna, aby była ona określana rodzajem męskim (czego przykład stanowią fotografie z sejmu, gdzie posłanki stojące obok jednego mężczyzny są opisywane jako posłowie). Stanowi to przyczynę płciowej nierówności w reprezentacji niektórych zawodów, np. prawników, co z kolei jest bodźcem do bardzo zawziętej rywalizacji między kobietami w typowo męskich dyscyplinach czy środowiskach. Z tego też powodu, płeć żeńska często pracuje ciężej i czuje się zobowiązana, by stale udowadniać, że jest ,,tak samo dobra” jak jej koledzy.

Współcześnie łatwo wyodrębnić dwa kontrastujące ze sobą modele kobiecości: tradycyjny, w którym kobieta zajmuje się domem, poświęcając swoją uwagę macierzyństwu i rodzinie oraz bardziej progresywny, obrazujący życie kobiety spełniającej się zawodowo i skupionej na rozwoju osobistym. Nie możemy stwierdzić, że któryś z tych wzorców jest lepszy lub gorszy, ponieważ każda kobieta ma inne priorytety i wartości, więc istotne jest abyśmy uszanowali jej wybór. Nie należy również wywierać na kobiecie presji i pozwolić jej na swobodnie umieszczenie się na kontinuum, którego końce stanowią dwa wspomniane modele kobiecości, szczególnie dlatego, że wartości mogą zmieniać się w ciągu całego życia i jedyną osobą, która jest w stanie podjąć najlepszą dla siebie decyzję, jest ona sama. W rozmowie wyraziliśmy również swoje obawy dotyczące tego, czy współczesny feminizm (w szczególności ten promowany na mediach społecznościowych) szanuje wybór kobiety, która chce założyć rodzinę, w taki sam sposób jak tej, która nie chce zostać matką. Wykluczenie tej pierwszej jest bardzo krzywdzące, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie mamy jeszcze narzędzi, by prawnie i społecznie zdefiniować macierzyństwo jako pracę. Niestety, często dzieje się tak, że kobieta kobiecie staje się wrogiem, mówiąc jej, że nie jest ,,prawdziwą feministką”, jeśli posiada dzieci. Jednak my wiemy, że jednego i słusznego feminizmu nie ma. Idealnym obrazem tego ruchu jest za to równa, nieoceniająca i wspierająca się wspólnota kobiet. Gdybyśmy mieli określić cel feminizmu na najbliższy czas, byłoby to przede wszystkim dotarcie z nim tam, gdzie nie jest on poznany (np. do małych miejscowości i osób starszych), by uniknąć sytuacji, gdzie wszyscy pozostajemy w swoich własnych „zamkniętych bańkach”.

W polskiej kulturze obecne są także archetypy kobiecości, które funkcjonują w niej od bardzo długiego czasu. Przykładem może być postać Matki Boskiej, której kult był znamieniem średniowiecza. Literatura maryjna zobrazowała ją w formie czułej matki i opiekunki, poświęcającej życie swojemu Dziecku. Innym symbolem modelu kobiecości jest tzw. Matka Polka, czyli kobieta lawirująca pomiędzy domem a pracą. Wszystkie te modele społeczne narażają płeć żeńską na ogromna presję i wykluczające się oczekiwania – kobiety muszą opiekować się dziećmi, odnosić sukcesy w pracy, przy tym dobrze wyglądać, być inteligentne, wyedukowane, seksowne, nienagannie ubrane, dopasowane do kanonu oraz zachowywać się jak świetne kochanki, gospodynie i szefowe w tej samej osobie. Tylko która z nas uniosłaby bez szwanku taki pakiet możliwości ,,dziesięć w jednym”?

Fot. Natalia Szmitko

Ważnym czynnikiem napędzającym stereotypy wokół cielesności kobiet jest konsumpcjonizm i związany z nim szybki, podprogowy przekaz informacji. Pomimo, iż rewolucja modowa nadal trwa i staramy się pokazywać w mediach ludzkie ciało takim, jakie jest (zatrudniając modelki dojrzałe i plus-size, wprowadzając ruch ciałopozytywności, używając zdjęć na okładkach gazet zgodnych z trendem naturalności, czyli bez retuszu i makijażu), kobiety nadal odczuwają wstyd wobec swoich ciał. Można to zaobserwować zwłaszcza w Polsce, gdzie na sytuację wpływa również duża rola religii w narodzie oraz kult określonego kanonu piękna, w którym obracamy się wszyscy. Naszą kulturę można określić mianem kultury wstydu przed nagością (dowodem na to jest, na przykład, atmosfera skrępowania panująca na szatniach basenowych w Polsce, która stanowi całowity kontrast dla tych samych szatni w Skandynawii). O cielesności mówimy rzadko albo wcale, najczęściej czerpiemy jej obraz z popkultury, co kształtuje u nas błędne wzorce i jeszcze bardziej zakorzenia w społeczeństwie stereotypy. Większość z nas zamyka się w kulturowej bańce i nie jest zainteresowana poznaniem innego żeńskiego wyglądu niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, unikając wizerunków kobiet o odmiennym kolorze skóry, ubiorze oraz sylwetce. To wszystko tworzy problem nierówności i dyskryminacji dotyczący nie tylko kobiet, ale także wielu mniejszości. Dlatego niezwykle istotna jest popularyzacja różnorodności, niedoskonałości, aktywizacja oraz uświadamianie starszych kobiet i – przede wszystkim – unikanie oceniania drugiej osoby ze względu na jej wygląd czy wybory. Szukajmy w naszych ciałach funkcjonalności, dobra, piękna, bo każde zaakceptowane i kochane ciało jest w stanie wiele zrobić dla swojego posiadacza.

Rzekoma pasywność kobiety w odkrywaniu i czerpaniu satysfakcji ze swojej seksualności jest niemal tak samo zakorzeniona w społeczeństwie, jak ocena atrakcyjności płci żeńskiej przez pryzmat długości jej włosów. O seksualnych potrzebach kobiet mówi się mało otwarcie, wręcz negując istnienie tych potrzeb. Podczas gdy chłopcy ze śmiałością rozmawiają o masturbacji, dla dziewczyn stanowi ona temat praktycznie nieporuszany, do czego przyzynia się również niski poziom edukacji seksualnej w naszym kraju. Wiele środowisk stara się jednak oswoić społeczeństwo z wyglądem żeńskiego ciała, czego przykładem jest profil The Vulva Gallery. Pokazuje on różnorodność intymnych części ciała kobiet, łamiąc stereotypy, które nabywamy głównie za pośrednictwem pornografii – nie tylko te na temat ciała, ale i seksu, podkreślając związany z nim bagaż doświadczeń emocjonalnych i obrazując go w formie intymności z drugą osobą.

Udostępnij artykuł