EKOBLOKADY w Twojej głowie – Co sprawia, że mimo świadomości nie działamy

Realność ryzyka katastrofy klimatycznej jest (a przynajmniej powinna być) tak oczywista, że zaniechanie działań prowadzących do jej złagodzenia wydaje się irracjonalne. A jednak często obserwujemy taką bezczynność ze strony rządzących, znajomych, czy, wcale nie rzadziej, u siebie. W tym tekście nie będę roztrząsać politycznych i ekonomicznych czynników stanowiących wymówkę dla decyzji podejmowanych na wysokim szczeblu – skupię się na psychicznych mechanizmach, jakie być może występują u Ciebie czy u sąsiada, który nie segreguje śmieci śmieci. U siebie samej zauważam je na pewno.

 Uświadomienie sobie sytuacji w jakiej znajduje się ludzkość i nasza Planeta nieuchronnie wywołuje strach. W psychologii funkcjonuje całkiem nieźle broniąca się teoria, według której nasze reakcje na tę emocję sprowadzają się do dwóch rodzajów – fight or flight (walki lub ucieczki). Niektórzy dodają do tego freeze – zamrożenie. W przypadku ekolęku zamrożenie rozumiem jako brak poczucia sprawczości, kiedy mimo wiedzy o tym jak należy postępować, obezwładnia nas głębokie przekonanie, że nasze jednostkowe działania nic nie znaczą. Reakcja freeze jest czekaniem w bezruchu (bezczynności) aż niebezpieczeństwo minie, drapieżnik odejdzie. Ale zagrożenie klimatyczne nie odchodzi. Skutecznie wypierający jego świadomość „szczęśliwcy” żyją dalej nie zmieniając nic w swoim postępowaniu, innych po pewnym czasie przygniata trudne do wytrzymania poczucie winy.

 Flight oznacza ucieczkę, w tym wypadku – psychiczną. Pomijanie lub kwestionowanie tematu zmian klimatycznych. Podważanie opinii naukowców lub doszukiwanie się w nich rozbieżności, wiara, że Ziemia będzie w stanie sama wyregulować skutki działania ludzkości, albo że ocieplenie klimatu jest procesem naturalnym i nie ma z działalnością człowieka nic wspólnego – wszystko to są przejawy tak zwanego negacjonizmu (lub denializmu) klimatycznego. Ciekawym przykładem ucieczki jest obracanie tematu katastrofy klimatycznej w żart. Jak pokazuje fragment dostępnego na YouTubie dokumentu „Można panikować”, takie podejście może mieć fatalne skutki jeżeli jest prezentowane w opiniotwórczych mediach. Natomiast w węższym gronie żarty z poważnych spraw mogą mieć moim zdaniem zbawienny efekt, o ile nie przeradzają się w trwałą postawę. Nie da się przez dwadzieścia cztery godziny na dobę mieć w świadomości wszystkich nieszczęść tego świata i nie zwariować. Dlatego uważam czarny humor za wręcz zalecany – zwłaszcza jeżeli jesteś wrażliwą osobą i nie jesteś w stanie po prostu wyłączyć myśli o Planecie na czas nauki albo luźnego spotkania ze znajomymi.

 Bycie dręczonym przez bolesną świadomość możliwej katastrofy może prowadzić w końcu do wypalenia, podobnie jak nieustanne pozostawanie w intensywnym trybie fight, czyli aktywizmu. Pracoholizm, wypalenie i obezwładniający brak motywacji mogą być konsekwencją zaniedbywania… siebie. Walcząc o lepszą przyszłość i teraźniejszość dla Planety trzeba też zaspokajać własne potrzeby, co może być trudniejsze niż niejedno proekologiczne działanie, szczególnie dla perfekcjonistów. Bo przecież zawsze można zrobić więcej – pójść na jeszcze jeden protest, brać jeszcze krótsze prysznice, przejść na weganizm zamiast tylko ograniczać mięso. Jeżeli pod ciężarem takich myśli wyrzucałeś/aś sobie egoizm – nie jesteś sam/a. Zadbanie bez poczucia winy o psychiczny i fizyczny self-care wymaga znajomości siebie, swoich możliwości i ograniczeń, wglądu we własne odczucia. Zapewnienie sobie każdej tych rzeczy jest warte Twojego czasu, a w dłuższej perspektywie opłaci się – można powiedzieć – całej ludzkości. Drobne zmiany dokonywane w zgodzie ze sobą mają większe szanse doprowadzenia do trwale pozytywnych efektów, niż ciężkie wyrzeczenia.

 Ostatnim zjawiskiem jakie chcę omówić, demotywującym do działań (nie tylko) proekologicznych zarówno jednostki jak i całe grupy, jest tworzenie podziałów i sztucznej konkurencji. Porównywanie się z innymi na ich lub swoją własną niekorzyść. Prowadzi to albo do poczucia winy (które z łatwością przeradza się w niektóre z opisanych wyżej mechanizmów) albo do pogardy względem osób, które mniej poświęcają się dla sprawy. Gdzieś po drodze gubi się fakt, że żyjemy wszyscy na tej samej Planecie, a dzielenie ze sobą idei chronienia jej – to w dzisiejszych czasach już duży krok. Tę myśl pięknie przedstawia Brian Kateman w swojej wypowiedzi na TEDx o tytule „Ending the battle between vegans, vegetarians, and everyone else”. Zwraca w niej uwagę na poczucie niższości jakiego możemy doświadczyć kiedy dowiemy się, że ktoś ogranicza odzwierzęce produkty spożywcze bardziej od nas i proponuje termin reducitarianismu, tworzący wspólnotę ludzi dbających o ekologię poprzez swoje nawyki żywieniowe. Odnosi się też z empatią do osób, którym najzwyczajniej w świecie smakuje bekon – sam jest jedną z nich. I chociaż wypowiedź Briana dotyczy stricte stylów jedzenia, jej przesłanie można (i warto!) rozszerzyć na wszelkie inne aktywności.

 Do powyższych przemyśleń zainspirował mnie wywiad z doktor psychologii Marzeną Cyprańską-Nezlek, opublikowany w wydaniu „Niezbędnika Inteligenta” poświęconemu pogodzie. Pani doktor opisuje mechanizmy społeczne dotyczące podejmowania działań ekologicznych, wpływ wywierany na nie przez media, a także w ciekawy sposób porównuje reakcje, z jakimi wśród Polaków spotyka się pandemia COVID-19 oraz zmiany klimatyczne. Osobom zainteresowanym ekologią, suszą, ale także mechanizmami powstawania pogody czy zróżnicowanym wyglądem nieba – polecam sięgnąć po ten numer „Niezbędnika”.

Udostępnij artykuł